Wiosna 2020 to moment naszego życia, który zapewne na długo zapamiętamy. O czym będziemy opowiadać w przyszłości, gdy wszystko wróci do przedwirusowego porządku? Czy będziemy przeklinać los opłakując straty czy też może wyjdziemy z tej sytuacji pozytywnie zmienieni. Psycholodzy szacują, że podczas ostatniej epidemii SARS w 2003 roku nawet 30% osób przebywających w kwarantannie doświadczyło symptomów silnego stresu pourazowego. Kto choćby trochę interesuje się psychologią zapewne słyszał o zespole PTSD (posttraumatic stress disorder). To objaw sytuacji, w której nasz organizm doświadczył wydarzenia tak gwałtownego i zagrażającego, że system odporności psychicznej przestaje działać. Osoba cierpiąca na zespół PTSD przebywa cały czas w silnej reakcji lękowej, bardzo przeżywa i odtwarza w myślach trudne doświadczenie. PTSD jest popularnym terminem, często spotykanym w kulturze masowej.

Inaczej jest z koncepcją PTG (posttraumatic growth), czyli traumatycznym rozwojem. Idea PTG powstała podczas obserwacji osób wychodzących z różnych kryzysów. Badani patrząc z dystansu czasu zaczęli zauważać pozytywne zmiany w życiu, których paradoksalną przyczyną było stres wywołany gwałtowną zmianą w życiu (nazywając rzeczy po imieniu można powiedzieć tragedią). Tych pozytywnych efektów odkryto na tyle dużo, że udało się stworzyć cały model PTG. Jak zatem trudna sytuacja może nas motywować do rozwoju?

Po pierwsze możemy doświadczyć nowej jakości relacji z innymi. Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie – tak uczy nas stare porzekadło. Ktokolwiek doświadczył pomocy od innych w różnych trudnościach, wie jak ważne jest uczucie, że możemy na kogoś liczyć, że mamy konkretne (rzeczowe i emocjonalne) wsparcie. Instynkt społeczny nakazuje nam skupić się na potrzebach innych, zrzucamy maski i na nowo tworzymy silne więzi. Takiej wrażliwości i empatii trudno doświadczyć w komfortowych, tzw. normalnych czasach. Rozmowy z innymi w takich sytuacjach są głębsze, sensowniejsze. Jest w nich miejsce na emocje, które w zwykłych kontaktach są często tematem tabu.

Po drugie przewartościowanie spraw. Strata boli. Wszystko wskazuje na to, że większość z nas coś straci. Gdy uświadamiamy sobie o nieodwracalności zmian dostajemy od życia impuls do uprządkowania priorytetów w życiu. Po prostu pewnych spraw już załatwimy, ale natychmiast na horyzoncie pojawia się lista osób i rzeczy, które warto ratować.

Po trzecie odkrywanie silnych stron. Kryzys zmusza nas działania, a nie rozpamiętywania. Wiele osób doświadczających traumatycznych wydarzeń odkrywa, że może znieść znacznie więcej niż sądziło o sobie. Wiele jest zaskoczonych efektami swoich działań, zdolnością do koncentracji i wytrwałością w realizacji pośpiesznie przygotowanych planów.

Po czwarte zmiana perspektywy. Mniej materializmu, więcej duchowości. W pogłębionych wywiadach ludzie wychodzący z kryzysu mówią o odkrywaniu u siebie wrażliwości na świat. Zaczynamy więcej doceniać, szerzej patrzeć, czuć większą wieź z innymi ludźmi przyrodą.

Postraumatyczny wzrost to nie jest historia z popularnej psychologii o sile pozytywnego myślenia. To gruntownie przeprowadzone badania, które wiele mówią o uniwersalnych wartościach w życiu. Nie trzeba czekać, aż stanie nam się krzywda, aby zacząć już je praktykować. A jeśli – odpukać – stanie nam się krzywda, skorzystajmy z PTG. Szybciej i lepiej opanujemy nasz stres. A wtedy nasza opowieść jak przeżyliśmy naszą osobistą katastrofę nabierze cieplejszego wymiaru.